wtorek, 3 marca 2015

[RECENZJA] Głowa Kasandry - Marek Braniecki



Teoretycznie pisarz posiada olbrzymią władzę. Wykorzystując naprawdę imponującą ilość „narzędzi” może kreować i niszczyć światy. Jednakże nie wszyscy są w stanie w pełni wykorzystać swój potencjał twórczy i tylko niektóre z wielu ukazujących się książek można uznać za naprawdę interesujące czy wręcz przełomowe. Opowiadaniem takim jest z pewnością „Głowa Kasandry” Marka Baranieckiego, które jest najlepszym tekstem z całego zbioru o takim samym tytule.

Akcja rozgrywa się w wyniszczonym, zmienionym w wyniku wojny nuklearnej (i kilku innych czynników), świecie. Choć tekst ten powstał kilkanaście lat temu jego tematyka znów staje się popularna (motywy te pojawiają się zarówno w innych książkach jak i filmach czy grach komputerowych) i dość aktualna. Z pewnością niemały wpływ na ten stan rzeczy ma obecna sytuacja na świecie.

Podnosząca się z upadku cywilizacja to motyw wielokrotnie wykorzystywany w literaturze, wszakże daje autorowi duże pole do popisu przy jednoczesnym bliskim powiązaniu z obecnymi warunkami na świecie (dzięki czemu można np. umiejscowić akcję w ruinach znanego miasta czy oddać bohaterom do dyspozycji broń i pojazdy używane współcześnie itp.). Baraniecki z dużą wprawą prowadzi narrację i porusza wiele omijanych bądź zaniedbywanych zagadnień. Najważniejszym z nich jest chyba psychika ludzka i zmiany w niej, jakie dokonują się pod wpływem nowego otoczenia.

Głównym bohaterem opowiadania jest Teodor Hornic zwany Wielkim Łowcą. W siedzibach ludzkich uchodzi za człowieka legendę, bohatera nowych czasów. Nie poluje on jednak tylko na dzikie zwierzęta. Przede wszystkim jego celem jest odnajdywanie i unieszkodliwianie pozostałych na Ziemi pocisków, które z niewiadomych przyczyn nie zostały odpalone podczas wojny (a mogłyby pod wpływem błędu komputera czy trzęsienia ziemi, co zniszczyłoby budowaną niemalże od podstaw cywilizację). Hornic, o ile właśnie nie rozbraja jakiejś głowicy chemicznej czy jądrowej, mieszka w swojej rezydencji, którą jest stara wojskowa baza. Jedynymi i dość rzadko pojawiającymi się gośćmi są piloci przylatujący do niego samolotami (oczywiście – są to nieliczne, niezniszczone podczas wojny, egzemplarze). Główny bohater jest więc samotnikiem na poły z natury i konieczności, zaś jedynym jego stałym towarzyszem jest pies (alienacja i niebezpieczny tryb życia mają znaczący wpływ na psychikę bohatera).

Celem i zarazem swego rodzaju obsesją Teodora jest znalezienie i niejako „zmierzenie się” z (w pewnym sensie już legendarną) Głową Kasandry uznawaną za najpotężniejszą broń, która w każdym momencie może zostać wystrzelona. Nie wiadomo dokładnie, kto i po co ją zbudował. Nie wiadomo też, jakiego rodzaju jest to głowica, gdzie się znajduje i czy w ogóle istnieje. Ale to właśnie Głowa Kasandry spędza ocalonym ludziom sen z powiek. A najbardziej dręczy Hornica pobudzonego instynktem myśliwego oraz chęcią unieszkodliwienia szatańskiej maszynerii. Właśnie wokół „polowania na głowicę” skupia się akcja opowiadania, choć pojawia się wiele mniej ważnych (aczkolwiek nie mniej interesujących) pozostałych wątków.

Przygody i doświadczenia głównego bohatera są ciekawe i nie nużą czytelnika. Treść „Głowy Kasandry” pełna jest zaskakujących zwrotów akcji. Niewątpliwą zaletą twórczości Baranieckiego jest wspomniana przeze mnie doskonale skonstruowana psychika bohaterów, sugestywność świata oraz kilka naprawdę ciekawych pomysłów (np. zmiana biegunowości ziemi, wiele „wstawek naukowych” bazujących na osiągnięciach z takich dziedzin jak chemia, biologia czy geologia przy jednoczesnym przedstawieniu ich czytelnikowi w sposób prosty i przystępny).

W zależności od tego, ile dana postać ma lat, różne są sposoby postrzegania przez nią otoczenia. Urodzone w czasie wojny (lub już po niej) dzieci mają awersję do nauki. Nie wynika ona jednak z lenistwa czy chęci spędzania czasu na zabawie (nieletni w realiach postnukearnych szybko dorośleją i zajmują się takimi poważnymi zajęciami jak np. polowanie), a raczej z panicznego lęku przed „mroczną stroną wiedzy”, czyli wszystkimi osiągnięciami nauki które przyczyniły się do zniszczenia cywilizacji. Jednocześnie ci pełni obaw mali myśliwi wciąż są tylko dziećmi, więc czytelnika nie dziwi ani ich fascynacja Wielkim Łowcą ani też jego nowoczesnym wozem bojowym. Pojawia się też inna interpretacja biblii a nawet nowe wersje modlitw ułożone przez ludzi, którzy żyją w niegościnnych warunkach („Pobłogosław Panie te dary, abyśmy dzień dzisiejszy przeżyli w zdrowiu i siłach. Aby ślad promieniowania nie pozostał na tych produktach...” itd.). „Głowa Kasandry” pełna jest takich doskonale wyważonych scen. Nie mogę odbierać Wam całej przyjemności zapoznawania się z nimi osobiście, więc nie będę zdradzał za dużo. Dodam tylko, że sceny rozgrywające się na zamglonym polu oraz opuszczonym mieście to tylko kilka z bardzo wielu naprawdę dobrych i „klimatycznych” momentów w tekście. Baraniecki doskonale wyczuł nie tylko nastroje wśród ocalałych ludzi. Bardzo dobrze radzi sobie z wymyślaniem wątków, które konsekwentnie prowadzi utrzymując napięcie na przyzwoitym, stałym poziomie. Kilka razy pojawia się coś niesamowitego, czego natury nie zna ani czytelnik, ani sam Hornic. I tutaj bardzo dobrym wyborem było zostawienie niektórych pytań bez odpowiedzi. Natomiast zakończenie jest tak zaskakujące i złożone, że długo nie da się go zapomnieć. Próżno tu spodziewać się iście Hollywoodzkich rozwiązań czy niespójnych i mało wiarygodnych motywów typu „deus ex machina”. Z jednej strony Baraniecki często sygnalizuje pewne rozwiązania, ale i tak czytelnik daje się wodzić za nos i nierzadko wywieść w pole.

Zbiór opowiadań „Głowa Kasandry” liczy sobie już osiemnaście lat, a ma w sobie więcej świeżości niż wiele obecnie wydawanych książek. Nie jestem w stanie udowodnić, czy późniejsi twórcy pracujący w rożnych branżach rozrywkowych wzorowali się na niektórych rozwiązaniach Baranieckiego, ale pojawiające się chociażby w postnuklearnej fabularnej grze komputerowej „Fallout” dwugłowe krowy są mi dziwnie znajome... „Głowę Kasandry” bez wahania polecam każdemu miłośnikowi porządnej, ambitnej fantastyki. Natomiast dla wielbicieli „klimatu post apokaliptycznego” jest to po prostu pozycja obowiązkowa.

Michał "Saladyn" Misztal

0 komentarze:

Prześlij komentarz